Świadomość
Czym dla mnie jest świadomość?
Byłam przekonana...Miałam czucie graniczące z pewnością, że jestem świadomą, młodą kobietą.
Przecież w szkole byłam niezła, skończyłam studia bez większych problemów (nie liczę tych emocjonalnych, związanych z wytwarzaniem sobie daremnego stresu na każdym kroku - ale o tym kiedy indziej). Wyrastałam w przekonaniu, że mam swoje zdanie i nie waham się go wyrażać... że idę z duchem czasu i w wielu sprawach na pewno nie będę jak moi rodzice... Wszyscy w pewnym momencie wkraczania w dorosłość zauważamy ich mankamenty i chcemy być kompletnie inni w sprawach, w których (rodzice) nas drażnią. Wierzyłam, że skoro obserwuje, widzę co niedomaga - ja na pewno będę inna i jestem ŚWIADOMA już z tego właśnie powodu. Jakże wielkie było moje zdziwienie i rozczarowanie, kiedy na którymś z początkowych etapów dorosłości - dostrzegłam w jakim szambie pływam przez to, że mimo zarzekania się -ja kompletnie nie różnię się w wielu fundamentalnych kwestiach - od mojej lękowej mamy.
No kurde. Jak mogło mi się to stać? I tu się właśnie zaczyna odkrywanie czym jest świadomość w moim życiu - czym jest świadome życie... Ale od początku.
Zupełnie nie sądziłam, że to z kim spędzamy pierwszych naście lat naszego życia ma tak fundamentalne znaczenie jak sami później będziemy patrzeć na to życie i otaczający nas świat. W gruncie rzeczy zwykle wydaje się nam, że jeśli nas nikt w domu nie bije, nie pije... opiekują się nami, przytulają na dobranoc, przysłowiowo nie leją się po mordach - to już jest git. Jest super. A jeszcze jak nam studia fundną to już mamy rewelacja start.
No tak - jest to czasami dużo więcej niż dostają inni. Żeby była jasność. Nie piszę sobie tej rozprawy aby powyżywać się na moim rodzinnym domu, wystawić kiepską laurkę rodzicom i HEJA. Ulżyła sobie. Nie, nie, nie... Prawdą jest, że wszyscy rodzice wychowują najlepiej jak potrafią ( oczywiście wykluczam typową patologię, zwyrodnialców, etc.) w ramach narzędzi, umiejętności i programów jakie dali im Ci wyżej czytaj ich opiekunowie/rodzice/figury przywiązania. Dlatego guzik można im mieć za złe - choć dojście do tego wniosku kosztowało mnie cztery tony frustracji i żalu... Ale wracając do rzeczy - czy tego chcemy czy nie - przejmujemy sposób myślenia, reagowania, radzenia sobie z przeciwnościami losu tych, którzy nas wychowywali. No i niestety bardzo często nie mamy tej świadomości, że po pierwsze - nie koniecznie jest to dobry i służący nam jako ludziom model funkcjonowania - albo chociaż, że po prostu nie jest jedyny słuszny.
Świadomość to znajomość opcji, wyborów... to przyzwolenie na więcej wolności w głowie i życiu. I jest to absolutnie konieczne aby umieć w dorosłym życiu oderwać się, zdystansować od tego co nam wgrali i rozejrzeć się wokół jak jeszcze można... Co jest dobre dla mnie... Nie muszę jak oni.
Bardzo miło, jeśli do procesu nabywania świadomości nie popycha nas jakaś katastrofa czytaj życiowa kraksa. U mnie było to otarcie się o dno jakie funduje każdemu człowiekowi nerwica lękowa - bo wierzcie mi ciora człowiekiem jak szmatą... Ale... może gdyby nie ona nie zaczęłabym drążyć i kopać... Może bym nie dostrzegła, że na wiele przeciwności losu można reagować spokojniej, że jeśli pisać scenariusze to może pozytywne albo wcale - a nie pełne przerażających zakończeń wszelkich życiowych sytuacji.
Co jest najważniejsze? Że zmiany przekonań, schematów myślowych itd... nie dokonują się od samego dumania i myślenia. To się ćwiczy - to jest praca, proces. To się nie wydarzy samo. Jakże było wielkie moje zdziwienie kiedy terapeutka kazała mi moje skrzywione myśli pisać na karteczkach - przekreślać je - a na drugiej stronie pisać myśl racjonalną/ budującą / spokojną. I regularnie czytałam te drugie - aby wyćwiczyć mój mózg w innym myśleniu. Między innymi tak zmieniamy głupie, niewspierające nas przekonania. To są lekcje - do codziennego odrabiania - jeśli chcemy naprawdę coś w nas zmienić. Mózg jest jak nasze mięśnie - od samego dumania o ćwiczeniach na siłowni nie chudniemy - od dumania o zmianie w głowie tam się też nic nie zmienia.... Programowano nas latami - w dorosłości trzeba sobie zapracować na lepsze, na więcej... więcej szczęścia, luzu, lepsze relacje - z innymi ale i z sobą samym.
Tym jest dla mnie świadomość - wzięciem odpowiedzialności za nasze życie, za nasze poczucie szczęścia. Nie odhaczaniem też ślepo i bez refleksji życiowych ról i etapów. Jest dla mnie uczeniem się czerpania z każdego dnia nawet jeśli czujemy, że jest aktualnie pochmurno na naszym życiowym niebie. Umiejętnością dostrzeżenia piękna wokół. Piękna wyrażanego w słońcu poranka, pięknym niebie, ale i momentach kiedy ludzie tak po prostu chwycą nas za serce....
Co wzbogaca świadomość?
Moje top 4 (chciałam napisać top 5 ale nie będę na siłę wymyślać dodatkowego punktu ;-) ) to czytanie rozwojowych, psychologicznych książek; słuchanie podcastów - ostatnio nurzam się w podcastach Pani Szyc - Nagłowskiej - są MEGA!; psychoterapia - no powiem Wam - najpiękniejsza inwestycja w nas samych w życiu... o tym to mogłabym na osobną opowieść się rozwinąć; no i na końcu... otaczanie się ludźmi, którzy mają coś ciekawego do opowiedzenia i otworzenie się na nich w pełni... Jejku jak to wzbogaca.
Nagadałam się. Piętnaście razy zgubiłam wątek. Trzydzieści razy zwątpiłam. Czterdzieści pięć razy to czytałam z myślą, że kompletnie nie nadaje się do pisania o czymkolwiek mądrym...
Na koniec jednak uściskałam mocno samą siebie... że nawet jeśli nie odkryłam Ameryki 99 osobom to może jedna się w tym tu zobaczy...
Komentarze
Prześlij komentarz