Napisać i wybaczyć

Zrozumienie i odpuszczenie niesie tak wiele spokoju, tak bardzo koi porozrywane złością, żalem i smutkiem serca. 
Jak się znaleźć w tym miejscu? Jak zrozumieć i zaakceptować ludzi - bardzo często nam bliskich - którzy świadomie albo i nie "zrobili nam jakąś krzywdę"? Przecież to w naszym życiu waży tak dużo... i tylko my ten ciężar naszego żalu dźwigamy... 

Mówią, że ludzie listy piszą... Co jeśli za sprawą pisanego do kogoś listu (nigdy nie wręczonego adresatowi) moglibyśmy bardzo sobie pomóc...? Co nas kosztuje spróbować? Czasem list trzeba pisać kilkukrotnie, a czasem nawet kilkunastokrotnie. Często do momentu, kiedy po słowach "Jestem taka wściekła na Ciebie, za..." nie przyjdzie do głowy już zupełnie nic.. nie będzie już ochoty niczego nawrzucać... 



Zapraszam Was do przeczytania pewnego ważnego niosącego nadzieję listu. 


"Mamo...
Jestem taka wściekła na Ciebie, że zawsze bałaś się AŻ tak bardzo... wdrukowało mi to do głowy, że świat nie jest dobrym i bezpiecznym miejscem, zaszczepiło we mnie poczucie bycia w zagrożeniu...
Jestem taka wściekła na Ciebie, że w macierzyństwie poświęciłaś siebie i swoje marzenia w zupełności dzieciom, zrezygnowałaś z tak wielu... wrzuciło mi to na barki ciężar Twojego nieprzeżytego jak marzyłaś życia, kazało mi być wdzięczną do granic, nieś długie lata poczucie winy... 
Jestem taka wściekła, że swoje potrzeby umieszczałaś na końcu długiej listy potrzeb całej rodziny... Nie dzieliłaś sprawiedliwie ucząc mnie, że w pierwszej kolejności to JA powinnam być dla siebie najważniejsza, zadbana, w jakimś stopniu spełniona i szczęśliwa. Przez to ty nie umiałaś być z lekkością i szczęściem dla nas... a ja tak długo nie umiałam pojąć dlaczego.
Jestem taka wściekła na Ciebie, że nie miałam szansy obserwować jak pielęgnować romantyczną relację... Nie widziałam tego jak powinni traktować się mężczyzna z kobietą, jak na siebie patrzeć, przytulać i trzymać za ręce (oczywiście tą wściekłość kieruje też ku Tacie...), nie nauczyłam się, że relacja romantyczna z partnerem powinna być najważniejsza - oczywiście z uszanowaniem tego, że podstawowe potrzeby dziecka muszą być zapewnione.
Jestem taka wściekła na Ciebie, że patrzyłaś na to co powiedzą inni... Nauczyło mnie to, że mój wewnętrzny kompas, moje granice nie są tak istotne jak społeczny odbiór moich wyborów, zachowań, decyzji... Bardzo mnie to skrzywdziło - nie umiałam decydować o sobie w swobodzie, bez wewnętrznego ścisku w brzuchu i lęku czy to co zrobię aby na pewno nie zniesmaczy i nie rozczaruje innych. 
Jestem taka wściekła na Ciebie, że nie wzmacniałaś mojej pewności siebie i wiary w moje możliwości... chociaż wiem, że działaś w lęku o mnie. Wypuściłaś mnie w świat (o ile wypuściłaś...) nie gotową na podejmowanie swoich decyzji bez strachu, nie gotową na działanie pomimo tego strachu... przede wszystkim z brakiem kompetencji podejmowania decyzji bez konieczności konsultowania ich z osobami trzecimi w koło i wciąż... Kiedyś myślałam, że konsultowanie jest rozsądne bo przecież starsi są mądrzejsi - oddawałam tym sposobem swój los i decyzje w ręce innych ludzi, nie nauczyłam się brać odpowiedzialności za siebie, ale co najważniejsze nie nauczyłam się  postępowania zgodnie ze swoim wewnętrznym czuciem. 
Jestem taka wściekła, że częściej mnie krytykowałaś niż chwaliłaś... że zawsze było za mało, zbyt niedokładnie, nie o tej porze co uznawałaś za właściwe... Nawet jeśli bywałaś ze mnie dumna słyszałam to zbyt rzadko... 
Mamo taka jestem wściekła, że nie uznajesz mnie dalej za dorosłą, ciągle mnie kontrolujesz i sprawdzasz, ciągle boisz się, że popełnię błąd... przez co ja sama tak bardzo się tych błędów boje... chociaż dziś już wiem, że tylko tam jest nauka i rozwój i one muszą być w naszym życiu obecne... 
Jestem taka wściekła, że nie nauczyłaś mnie co znaczy naprawdę odpoczywać, odpuszczać... że sugerowałaś zawsze, że odpoczywać można dopiero kiedy wszystko wokół jest na tip top, kiedy wypełnimy listę obowiązków i powinności - szkoda, że wtedy to nie odpoczynek a zwyczajne padanie na pysk...
Jestem taka wściekła za naukę czarnowidztwa, za spodziewanie się złych wiadomości kiedy śniło mi się nie to co trzeba, kiedy nos swędział nie z tej strony... 

Mamo... jestem taka wściekła. Już tylko na to, że  Ciebie też ktoś tego wszystkiego nauczył... Że dorastałaś w czasach,  kiedy wiedza nie była tak dostępna na wyciągniecie ręki... Jak mogłaś dać mi coś, czego nie miałaś... Jak? 
Dziś świadomie wybieram zamknięcie etapu dzieciństwa... Tamto już nie wróci i nikt tego jak było nie zmieni, chociaż pisząc to wycieram łzy...Łzy, w których wylewa się bardzo wiele smutnych momentów... Dziś wybieram siebie i nowy etap - dorosłość... Dziś chce myśleć inaczej i za tym myśleniem pomału stawiać zupełnie inne od Ciebie kroki. To nie jest brak szacunku do Ciebie - to ogromna akceptacja i uznanie mnie samej. A dziś to ja jestem dla siebie najważniejszą osobą....

Żal, który pozostaje we mnie ma tylko jedną przyczynę... Że nie chcesz już niczego zmieniać, że nie umiesz i nie jesteś gotowa wyjść do życia dziś inaczej... i nie wierzysz mi, że dziś też można coś rozpocząć zupełnie od nowa... 

Całą resztę odpuszczam, akceptuję i wybaczam. I dzieje się to ze łzami szczęścia i olbrzymiej ulgi."



Komentarze